Odpowiedział kiwnięciem głowy, próbując przypomnieć sobie jak się tu znalazł.
Nagle wszystko spłynęło na niego jak kubeł zimnej wody; jakby jeszcze przed chwilą cały
tamten dzień był tylko wyjątkowo realistycznym snem.
- Iweta?
To był bardziej bełkot, jednak wszyscy dobrze wiedzieli, o co mu chodziło. Karolina
zrobiła krok do przodu i otworzyła usta, nie mogła wydobyć z siebie słowa.
- Nie Ŝyje – powiedział za nią Adam, po czym objął, lecz ona odeszła o krok, po czym
wybiegła z sali. – popełniła samobójstwo w naszym domu. Dlatego wyjeŜdŜamy. Myślałem,
Ŝe powinieneś o tym wiedzieć.
- Po co?
- Nie wiem. To nie twoja wina. To teŜ powinieneś wiedzieć, ale takŜe nie wiem po co.
Nie znam Ŝadnej dobrej odpowiedzi na twoje pytanie. Przykro mi.
Wyszedł. Marek wtopił spojrzenie w miejsce, gdzie przed chwilą stał Adam. Jego
twarz przekreśliła ledwo dostrzegalna stróŜka; ślad po czymś, co znał kiedyś, kiedy był mały,
ale dawno juŜ zapomniał skąd się bierze. Wszedł lekarz nie patrząc nawet na niego
i powiedział:
- Ledwo cię pozszywaliśmy. Podobno ktoś cię pociął butelką; miałeś szczęście, Ŝe nie
było głębokich ran na brzuchu; butelka musiała skruszyć się na twojej klatce piersiowej –
lekarz zmierzył go spojrzeniem – Miałeś szczęście.