Słowa nie dochodziły do jego świadomości, nie w całości, tylko jako urywki. Minęła
chwila zanim skrystalizowały się w głowie i zaczęły krąŜyć nie dając myśleć o niczym innym.
„Miałeś szczęście” dudniło jak młotem, „miałeś szczęście… Miałem?”
***
Miał poważną minę; obok niego dumnie kroczyła krótko ścięta blondynka w grubym,
zimowym płaszczu. Przeszli główną uliczką miasteczka, minęli knajpę na rogu, przeszli
jeszcze kawałek, po czym skręcili w najwęższą chyba uliczkę, przy której stały tylko dwa
domy. W milczeniu doszli na sam koniec, który był niepotrzebnie daleko od głównej ulicy
i nikt w zasadzie nie potrafił powiedzieć, dlaczego akurat tak było. Teraz, zimą, wszystko
wyglądało inaczej; może właśnie dlatego przyjechał tu dopiero teraz. Dom na końcu ulicy
nadal był bladoniebieski, przed gankiem stała tabliczka z napisem „na sprzedaŜ”
i odpowiednim numerem telefonu.
- Chyba nie chcesz tego kupić? – powiedziała
- To ostatnia rzecz, którą chciałbym kupić.
Nie weszli do środka, po prostu patrzyli chwilę na dom, po czym zawrócili. Zeszli na
plażę, stanęli na chwilę w miejscu gdzie ścieżka wychodziła z lasu.